poniedziałek, 14 lipca 2014

Od Reeve'a, c.d. Rossen

Gdy przyszedłem do jaskini, w środku zauważyłem jedynie dzieci. Ross gdzieś poszła. Nie przejąłbym się tak bardzo, gdyby w zapachu pozostawionym przez nią nie byłoby czegoś... Dziwnego.
Po chwili wahania ruszyłem tropem pozostawionym przez moją partnerkę. A po nim, jak po sznurku, doszedłem do niej.
Leżała wśród leśnego runa. Nie ruszała się.
 - Ross? - zapytałem niepewnie i trąciłem ją nosem. Nie odezwała się. Moje serce zaczęło bić szybciej.
 - Rossen? Słyszysz mnie? - zapytałem jeszcze raz, zbliżając się do jej pyska. Nic.
Zawyłem, wzywając kogokolwiek z watahy, a później położyłem się obok niej, przykrywając ją skrzydłem. Oparłem łeb o jej szyję, czekając.

<Rossen?>

Od Rossen

Jasper dołączył oficjalnie do watahy, a ja... Z dnia na dzień czułam się coraz gorzej. Milczałam i starałam się zachowywać pozory, jednak coraz częściej zdawało mi się, że wszyscy to zauważają. Westchnęłam cicho, wstając chociaż czułam się fatalnie. Lily kręciła się koło mnie, ale odprawiłam ja by pobawiła się z maluchami.
Wybiegłam z jaskini, a potem zachwiałam się i upadłam, tracąc przytomność.
<Reeve?>
 ________________________________________
Następny miesiąc minie: 16 lipca. 

Od Jaspera c.d. Reeve

Patrzyłem na niepozorny kwiatek. Czasem denerwowało mnie to niezdecydowanie, ale pewnie miał rację - przebywanie dalej samemu było bezsensowne. Na tyle bezsensowne, że dałem się skusić propozycji opuszczenia samotniczego trybu życia.
- Zgoda.
Basiorowi zabłysły oczy. Wyczułem, że jest bardzo zadowolony, chociaż na zewnątrz nie dawał tego po sobie poznać.
- Taka nagła zmiana zdania?
- Nic wcześniej nie mówiłem, że nie chcę mieć z wami niczego do czynienia.
Po raz pierwszy się do mnie uśmiechnął. Odwzajemniłem to, choć z pewnym oporem.
To był z drugiej strony przymus.
[...]
Ah! Aż mi ślinka pociekła, gdy wywęszyłem niezwykle mocny zapach zwierzyny. By się rozerwać mogę trochę zapolować. Stado łosi akurat piło nad wodopojem, nie będąc tak czujne jak zwykle. Żadna zabawa, ale cóż. Żołądek domagał się jedzenia. Łowcy z watahy co prawda polowali, ale tuż przed moim przyjściem - nie zostało prawie nic.
Zabijając nawet największego z łosi, nie miałem z tego tyle frajdy co zwykle.
Pff, skarciłem się w myślach, nawet nie myśl o następnym polowaniu. Jesteś głodny.
Gdy zjadłem 'swoją' część, po prostu zostawiłem truchło w spokoju. Może i było to trochę samolubne z mojej strony, ale ja poluję dla siebie. Resztą zajmują się łowcy. Z resztą, na pewno uszczęśliwiłem tym wiele mniejszych drapieżników i kilka padlinożerców.
Nie lubiłem polować dla innych. Przez kilka dobrych miesięcy zabijałem tylko po to, by sam się nasycić - nikt nie potrzebował specjalnie mojej zdobyczy.
I jeszcze ktoś miał zamiar mnie odwiedzić. Poszedłem w stronę zapachu. Chwilę później stanąłem przed basuorem.
- Jasper.
Przewróciłem oczami, bo Kiba oprowadzał mnie wzrokiem. Jako nowy, czułem się dość zirytowany.
- Tak, o co chodzi?
- Ktoś chce z tobą pogadać.
Uniosłem jedną brew. Jestem tu od godziny, alfa na pewno nic ode mnie nie chciał a nikt mnie nie znał.

<ktokolwiek?>

środa, 9 lipca 2014

Od Reeve c.d. Jasper

- Stąd możesz odejść, jeśli chcesz, bez problemów. - powiedziałem, przyglądając się wilkowi z uwagą. - Jednak radziłbym pozostanie gdziekolwiek, bo potem może być za późno.
Basior spojrzał na mnie pytająco.
- Na co?
- Na partnerkę. - mrugnąłem do niego, lekko się uśmiechając. - Na rodzinę, przyjaźnie, przygody z grupą.
Wilk spojrzał mnie, jednak inaczej niż dotychczas. Może go przekonałem, a może wręcz przeciwnie.
Ruszyłem nieznacznie łapą. Obok niej wyrósł jeden, biały kwiatek. Czekałem na jego ruch.
<Jasper, co Ty na to?>

sobota, 5 lipca 2014

Od Jaspera c.d. Reeve

- Cóż... Samotnicze życie jest nudne. Szukam jakiegoś towarzystwa, nawet chwilowego. Codziennie mam takie same sceny jak ta - basior lekko przekręcił głowę - tylko to oni chcą mnie przyjąć a ja nie mam ochoty do nich dołączać, to na odwrót. To też już się robi nudne, więc nie unikam obcych watah.
Obcy zmierzył mnie wzrokiem. Owszem, mogło być to podejrzliwe. Basior, którego nie interesuje wrogość ze strony nawet licznych watah, ba, niebezpieczeństwo zwieńczone odmową dołączenia? Dobrze wiedziałem, że niektóre wilki są nadzwyczaj agresywne, ale zawsze umiałem swoimi umiejętnościami zapobiec walce.
Basior w końcu przemówił. Wyczułem, że był z lekka zaintrygowany.

<Reeve?>

piątek, 4 lipca 2014

Od Reeve'a, c.d. Jasper

Zastanowiło mnie przez chwilę to, co samotny wilk robi na terytorium watahy. Przecież wchodząc na nasz teren musiał wyczuć zapachy, więc dlaczego wszedł? Postanowiłem go o to zapytać.
 - Więc skoro nie masz watahy... To co robisz na terenie tej?
Wilk przez chwilę myślał nad odpowiedzią.
 - ...

<Jasper?>

Od Jaspera c.d. Reeve

Spodziewałem się, że basior o to w końcu zapyta. Zdegustowałem się. Jak delikatnie powiedzieć, że ot tak sobie chodziłem po obcych terenach?
- Jestem samotnikiem. Nie będę się z tego dokładniej tłumaczył - zabrzmiało to dość oschle, ale wolałem być szczery.
Basior zmierzył mnie wzrokiem jakby myślał, że jestem kimś niebezpiecznym. Gdyby wiedział, bym mu się nie dziwił, ale tak nie mogłem się powstrzymać od uśmiechu. Tutaj wilki są nadwyraz ostrożne.
- Czyli możesz przysiąc, że nie masz watahy - to nie było pytanie.
- Tak.
Wilk dalej pozostawał czujny, ale coś go rozproszyło, jakby o czymś myślał.

<Reeve?>