Gdy księżyc znalazł się już wysoko na niebie, usłyszałem wycie. Wycie Ross. Siedziałem, słuchając jej głosu i historii, którą opowiadała drzewom, lasowi i srebrzystej kuli.
Wkrótce do niej dołączyłem. Wylewałem w tym swoje żale i dzieliłem się szczęściem.
Po chwili wyliśmy całą watahą. Byliśmy jednością, niezniszczalną siłą, która będzie trwała i trwała.
Gdy skończyliśmy, już prawie świtało. Byłem zmęczony, jednak nie na tyle, że nie wytrzymałym kolejnego dnia. Postanowiłem jednak się przespać. Poszedłem do jaskini. Ross spała z młodymi, więc ja położyłem się obok Lily i zasnąłem, otulając ją skrzydłem.
<Ross?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz