wtorek, 1 lipca 2014

Od Reeve'a, c.d. Rossen

Nie chciałem zostać dłużej na miejscu zbrodni. Gdy Ross odeszła do jaskini z dziećmi, ulotniłem się. Ruszyłem lasem, oddalając się od wilków, jednak nie opuszczając terytorium. Dzień, który miał być świętem, przez Łowców zmienił się w... Koszmar. To było odpowiednie słowo.
Gdy księżyc znalazł się już wysoko na niebie, usłyszałem wycie. Wycie Ross. Siedziałem, słuchając jej głosu i historii, którą opowiadała drzewom, lasowi i srebrzystej kuli.
Wkrótce do niej dołączyłem. Wylewałem w tym swoje żale i dzieliłem się szczęściem.
Po chwili wyliśmy całą watahą. Byliśmy jednością, niezniszczalną siłą, która będzie trwała i trwała.
Gdy skończyliśmy, już prawie świtało. Byłem zmęczony, jednak nie na tyle, że nie wytrzymałym kolejnego dnia. Postanowiłem jednak się przespać. Poszedłem do jaskini. Ross spała z młodymi, więc ja położyłem się obok Lily i zasnąłem, otulając ją skrzydłem.

<Ross?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz