Po chwili wahania ruszyłem tropem pozostawionym przez moją partnerkę. A po nim, jak po sznurku, doszedłem do niej.
Leżała wśród leśnego runa. Nie ruszała się.
- Ross? - zapytałem niepewnie i trąciłem ją nosem. Nie odezwała się. Moje serce zaczęło bić szybciej.
- Rossen? Słyszysz mnie? - zapytałem jeszcze raz, zbliżając się do jej pyska. Nic.
Zawyłem, wzywając kogokolwiek z watahy, a później położyłem się obok niej, przykrywając ją skrzydłem. Oparłem łeb o jej szyję, czekając.
<Rossen?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz