- Słuchaj, ja na prawdę nie chciałem nic złego zrobić...
Basior podszedł do mnie z najeżonym karkiem, obnażając kły.
- Czyżby?
- Posłuchaj mnie, po prostu podeszłem do tych szczeniąt bo myślałem...
Zrezygnowałem z dalszej przemowy. Podniosłem też głowę i schowałem kły.
Jedyne co zostało na swoim miejscu, uszy, były gładko przyciśnięte do
czaszki. Wadera odwarknęła:
- Tak, właśnie się zastanawiałam co myślałeś.
<Reeve? Rossen?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz