wtorek, 1 lipca 2014

Od Cleo

~~Jako dzieciak zostałam wyrzucona ze swojej watahy... Jak? O tak~~

- Hej, Tarou! Złap mnie!
Krzyknęła rozbawiona Yera uciekając
- A masz!
Rzucił się na waderkę zwalając ją z łap
- Dzieci, spokój!
Powiedziała jak zawsze opanowana Gaya - nasza opiekunka
- Ale my tylko się bawimy
- No dobrze, to bawcie się. Tylko grzecznie
- W porządku
Znowu szczeniaki zaczęły na siebie skakać śmiejąc się donośnie
- A gdzie jest Cleo?
- A... Znowu poszła w górę rzeki
Powiedział obojętnie Tarou
- Jak to znowu?! Ile razy mamy jej powtarzać, żeby tam nie chodziła?! To zbyt niebezpieczne!
- No tak, ostrzegaliśmy ją, ale jak zawsze nie słuchała. Trzymała się uparcie swojej propozycji

Wszyscy członkowie watahy poszli w górę rzeki, w poszukiwaniu mnie, chociaż wiedzieli, że to nawet dla nich jest niebezpieczne. Wszystkie maluchy, wraz ze śpiącą Gayą ze starości, zostały i razem się bawiły. Wtedy ja wyskoczyłam zza drzewa śmiejąc się:
- Naprawdę wy wszyscy daliście się nabrać, że ja tam poszłam?! HA HA HA!!!
- Cleo! Jak to?! Oni wszyscy tam poszli!
Powiedziała przerażona Yera
- No tak to. Świetny żart, prawda?!
- Oni już są daleko! Może im coś się stać!
- Poradzą sobie, bo są dorośli
Wtedy waderka popędziła ze łzami w oczach do naszej opiekunki, obudziła ją i wszystko wytłumaczyła. Wtedy wściekła i przestraszona za razem Gaya przyszła do mnie i powiedziała:
- Cleo! Jak ci nie wstyd!! Ja nie mogę iść i im tego wyjaśnić, ponieważ nie mogę was zostawić samych! Musimy zostać i poczekać aż wrócą
Nic, a nic nie miałam poczucia winy. Nie wiedziałam nawet do końca co narobiłam. Byłam przecież wtedy głupiutkim szczeniakiem...

Gdy wrócili samiec alfa powiedział do Gayi:
- Niestety CLeo nie znaleźliśmy... Musimy ją uznać za martwą, ponieważ nie możemy iść tam nie narażając większej ilości watahy. Zginęła ponad połowa populacji watahy
Gaya wtedy się rozpłakała i powiedziała:
- Tak mi przykro... Cleo jest i była przez cały czas u nas. Nigdzie nie poszła... Ona tylko zrobiła żart. Tylko proszę, nie rób jej krzywdy... To tylko nic nie rozumiejące dziecko!
Ja bez odrobiny skruchy po prostu stałam i bezczelnie się gapiłam. Wtedy to do mnie dotarło, że to moja wina, że oni nie żyją, lecz było już za późno. Ja byłam już w tej watasze wyrzutkiem, ponieważ zostałam przygarnięta jako noworodek, który został porzucony przez rodziców
- Idź i nigdy więcej nie wracaj!
Powiedział srogo Alfa

~~I w ten sposób trafiłam na bruk i pałętałam się po świecie szukając przygód~~

Byłam już w dżungli, dzielnie walczyłam z wężami i lwem, niczym Indiana Jones, toczyłam walkę również ze smokami i innymi przerażającymi potworami. Najlepsze z tego wszystkiego jest to, że to nie jest kłamstwo. Wyjątkowo to prawda, dlatego jestem tak dumna z siebie

Pewnego dnia, gdy przedzierałam się przez gęstwiny jakiegoś zaczarowanego lasu, usłyszałam jakiś naprawdę głośny ryk. Spojrzałam pod swoje łapy
- Niech to jeleń
Mruknęłam. Stałam na jednym z wielkich odcisków łap niedźwiedzia. Gałęzie dookoła też były lekko połamane, więc od razu wiedziałam, że jest w pobliżu. Wzięłam jedną z moich ostrzy, które zawsze trzymałam przy pasie i przygotowałam się do ataku. Krzaki były tak gęste, że nie było widać czegokolwiek, co było niższe niż metr, dlatego też schyliłam się i patrzyłam lekko w górę, obserwując, czy duże brązowe zwierzę już nadchodzi. Gdy poczułam szybko zbliżające się ciężkie kroki i odchylającą się gałąź krzewu przede mną ukazując mi w pełnej okazałości naprawdę wygłodniałego niedźwiedzia, który ryknął na mój widok. Wtedy wykorzystałam chwilę i skoczyłam z bronią w pysku. Z początku strasznie się szarpał próbując mnie zrzucić z głowy, ale wbiłam ostrze z niewielkim trudem prosto w czaszkę zwierzęcia. Wtedy niedźwiedź przestał się poruszać, a ja zeskoczyłam z niego. Upadł na ziemię z łomotem, a ja wyjęłam broń z jego czoła i przeskoczyłam jego ciało, by powędrować dalej.
Szłam tak zaledwie kilka minut, gdy poczułam ostry zapach naznaczonego terenu przez jakiegoś psowatego. Nie, tych psowatych było więcej... To oznaczało tylko jedno - wataha. Sama nie wiedziałam, czy chciałabym dołączyć, czy nie. Nie chciałabym opuszczać moich niesamowitych i za razem samotnych przygód, ale z drugiej strony warto zawrzeć nowe znajomości... Myśląc tak, nagle usłyszałam dźwięk łamanej gałęzi. To z całą pewnością nie byłam ja
- Kto tu jest?
Dzielnie zapytałam, gotowa do ponownego ataku

<Kto dokończy?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz