poniedziałek, 14 lipca 2014

Od Reeve'a, c.d. Rossen

Gdy przyszedłem do jaskini, w środku zauważyłem jedynie dzieci. Ross gdzieś poszła. Nie przejąłbym się tak bardzo, gdyby w zapachu pozostawionym przez nią nie byłoby czegoś... Dziwnego.
Po chwili wahania ruszyłem tropem pozostawionym przez moją partnerkę. A po nim, jak po sznurku, doszedłem do niej.
Leżała wśród leśnego runa. Nie ruszała się.
 - Ross? - zapytałem niepewnie i trąciłem ją nosem. Nie odezwała się. Moje serce zaczęło bić szybciej.
 - Rossen? Słyszysz mnie? - zapytałem jeszcze raz, zbliżając się do jej pyska. Nic.
Zawyłem, wzywając kogokolwiek z watahy, a później położyłem się obok niej, przykrywając ją skrzydłem. Oparłem łeb o jej szyję, czekając.

<Rossen?>

Od Rossen

Jasper dołączył oficjalnie do watahy, a ja... Z dnia na dzień czułam się coraz gorzej. Milczałam i starałam się zachowywać pozory, jednak coraz częściej zdawało mi się, że wszyscy to zauważają. Westchnęłam cicho, wstając chociaż czułam się fatalnie. Lily kręciła się koło mnie, ale odprawiłam ja by pobawiła się z maluchami.
Wybiegłam z jaskini, a potem zachwiałam się i upadłam, tracąc przytomność.
<Reeve?>
 ________________________________________
Następny miesiąc minie: 16 lipca. 

Od Jaspera c.d. Reeve

Patrzyłem na niepozorny kwiatek. Czasem denerwowało mnie to niezdecydowanie, ale pewnie miał rację - przebywanie dalej samemu było bezsensowne. Na tyle bezsensowne, że dałem się skusić propozycji opuszczenia samotniczego trybu życia.
- Zgoda.
Basiorowi zabłysły oczy. Wyczułem, że jest bardzo zadowolony, chociaż na zewnątrz nie dawał tego po sobie poznać.
- Taka nagła zmiana zdania?
- Nic wcześniej nie mówiłem, że nie chcę mieć z wami niczego do czynienia.
Po raz pierwszy się do mnie uśmiechnął. Odwzajemniłem to, choć z pewnym oporem.
To był z drugiej strony przymus.
[...]
Ah! Aż mi ślinka pociekła, gdy wywęszyłem niezwykle mocny zapach zwierzyny. By się rozerwać mogę trochę zapolować. Stado łosi akurat piło nad wodopojem, nie będąc tak czujne jak zwykle. Żadna zabawa, ale cóż. Żołądek domagał się jedzenia. Łowcy z watahy co prawda polowali, ale tuż przed moim przyjściem - nie zostało prawie nic.
Zabijając nawet największego z łosi, nie miałem z tego tyle frajdy co zwykle.
Pff, skarciłem się w myślach, nawet nie myśl o następnym polowaniu. Jesteś głodny.
Gdy zjadłem 'swoją' część, po prostu zostawiłem truchło w spokoju. Może i było to trochę samolubne z mojej strony, ale ja poluję dla siebie. Resztą zajmują się łowcy. Z resztą, na pewno uszczęśliwiłem tym wiele mniejszych drapieżników i kilka padlinożerców.
Nie lubiłem polować dla innych. Przez kilka dobrych miesięcy zabijałem tylko po to, by sam się nasycić - nikt nie potrzebował specjalnie mojej zdobyczy.
I jeszcze ktoś miał zamiar mnie odwiedzić. Poszedłem w stronę zapachu. Chwilę później stanąłem przed basuorem.
- Jasper.
Przewróciłem oczami, bo Kiba oprowadzał mnie wzrokiem. Jako nowy, czułem się dość zirytowany.
- Tak, o co chodzi?
- Ktoś chce z tobą pogadać.
Uniosłem jedną brew. Jestem tu od godziny, alfa na pewno nic ode mnie nie chciał a nikt mnie nie znał.

<ktokolwiek?>

środa, 9 lipca 2014

Od Reeve c.d. Jasper

- Stąd możesz odejść, jeśli chcesz, bez problemów. - powiedziałem, przyglądając się wilkowi z uwagą. - Jednak radziłbym pozostanie gdziekolwiek, bo potem może być za późno.
Basior spojrzał na mnie pytająco.
- Na co?
- Na partnerkę. - mrugnąłem do niego, lekko się uśmiechając. - Na rodzinę, przyjaźnie, przygody z grupą.
Wilk spojrzał mnie, jednak inaczej niż dotychczas. Może go przekonałem, a może wręcz przeciwnie.
Ruszyłem nieznacznie łapą. Obok niej wyrósł jeden, biały kwiatek. Czekałem na jego ruch.
<Jasper, co Ty na to?>

sobota, 5 lipca 2014

Od Jaspera c.d. Reeve

- Cóż... Samotnicze życie jest nudne. Szukam jakiegoś towarzystwa, nawet chwilowego. Codziennie mam takie same sceny jak ta - basior lekko przekręcił głowę - tylko to oni chcą mnie przyjąć a ja nie mam ochoty do nich dołączać, to na odwrót. To też już się robi nudne, więc nie unikam obcych watah.
Obcy zmierzył mnie wzrokiem. Owszem, mogło być to podejrzliwe. Basior, którego nie interesuje wrogość ze strony nawet licznych watah, ba, niebezpieczeństwo zwieńczone odmową dołączenia? Dobrze wiedziałem, że niektóre wilki są nadzwyczaj agresywne, ale zawsze umiałem swoimi umiejętnościami zapobiec walce.
Basior w końcu przemówił. Wyczułem, że był z lekka zaintrygowany.

<Reeve?>

piątek, 4 lipca 2014

Od Reeve'a, c.d. Jasper

Zastanowiło mnie przez chwilę to, co samotny wilk robi na terytorium watahy. Przecież wchodząc na nasz teren musiał wyczuć zapachy, więc dlaczego wszedł? Postanowiłem go o to zapytać.
 - Więc skoro nie masz watahy... To co robisz na terenie tej?
Wilk przez chwilę myślał nad odpowiedzią.
 - ...

<Jasper?>

Od Jaspera c.d. Reeve

Spodziewałem się, że basior o to w końcu zapyta. Zdegustowałem się. Jak delikatnie powiedzieć, że ot tak sobie chodziłem po obcych terenach?
- Jestem samotnikiem. Nie będę się z tego dokładniej tłumaczył - zabrzmiało to dość oschle, ale wolałem być szczery.
Basior zmierzył mnie wzrokiem jakby myślał, że jestem kimś niebezpiecznym. Gdyby wiedział, bym mu się nie dziwił, ale tak nie mogłem się powstrzymać od uśmiechu. Tutaj wilki są nadwyraz ostrożne.
- Czyli możesz przysiąc, że nie masz watahy - to nie było pytanie.
- Tak.
Wilk dalej pozostawał czujny, ale coś go rozproszyło, jakby o czymś myślał.

<Reeve?>

czwartek, 3 lipca 2014

Od Reeve'a, c.d. Jasper/Rossen

To już drugi nieznajomy wilk w krótkim odstępie czasu. Nie ufałem mu, szczególnie, że zbliżał się do szczeniąt. Dlaczego?
Moim pierwszym odruchem było oczywiście zastąpienie mu drogi. Ross dotrzymywała mi w tym towarzystwa. Po wymianie kilku słów zobaczyłem, że nieznajomy poddaje się i ulega. Może nie miał złych zamiarów?
 - Musimy pogadać. Chodź za mną. - schowałem kły i ruszyłem truchtem w stronę lasu. Wilk pobiegł za mną. Rossen została z dziećmi.
Gdy trochę oddaliliśmy się od jaskini, stanąłem i odwróciłem się. Nie okazywałem zbytniej wrogości, jednak byłem przygotowany do ewentualnej obrony.
 - Co cię tu sprowadza? Co chciałeś zrobić? - zapytałem, patrząc na niego.

<Jasper?>

Od Rossen c.d. Reeve/Jasper/Lily

Westchnęłam cicho, wychodząc z jaskini. Moje maleństwa bawiły się z Lily, a ja potrzebowałam chwili dla siebie. Truchtałam, a po kilkunastu minutach dołączył do mnie mój partner. Biegaliśmy razem, starając się nie myśleć o naszej stracie, gdy nagle poczułam strach moich dzieci. Całej piątki!
- Reeve, dzieciom coś grozi! - zawołałam, a on spojrzał na mnie zdumiony.
Chwilę później biegliśmy jak szaleni w kierunku, skąd wyczuwałam nasze potomstwo. Na miejscu zobaczyłam Lily zasłaniającą maluchy i nieznanego mi basiora. Reeve rzucił się na niego, nie zwracając na nic uwagi. Samiec alfa był wściekły.
<Reeve?>

Od Lily

Bawiłam się z rodzeństwem, starając zapomnieć o odejściu Rabbiaty, tak bardzo za nią tęskniłam. Jakież było moje zdziwienie, gdy podszedł do nas jakiś nieznajomy basior. Szczeknęłam ostrzegawczo, a on się przybliżył.Kazałam małym uciekać, gdy nagle pojawili się rodzicie! Całe szczęście, bo bałam się, że może nam coś zrobić. Cofnęłam się, dołączając do maluchów, gdy zobaczyłam rodziców. Kim był ten wilk i co tutaj robił?
<Rossen?>

Od Jaspera

- Słuchaj, ja na prawdę nie chciałem nic złego zrobić...
Basior podszedł do mnie z najeżonym karkiem, obnażając kły.
- Czyżby?
- Posłuchaj mnie, po prostu podeszłem do tych szczeniąt bo myślałem...
Zrezygnowałem z dalszej przemowy. Podniosłem też głowę i schowałem kły. Jedyne co zostało na swoim miejscu, uszy, były gładko przyciśnięte do czaszki. Wadera odwarknęła:
- Tak, właśnie się zastanawiałam co myślałeś.

<Reeve? Rossen?>

Nowy wilk! Witamy, Jasper!

Imię: Jasper
Płeć: basior
Wiek: 3,5 roku
Pozycja: Omega
Zawód: Patrol
Moc żywiołu: Istnienie
Partner/ka: szuka
Zdjęcie: http://www.fotoload.pl/123aa48/01a3c31892170ded2a72c48bf80fe0131521.jpg
Historia: Gdy dorósł po prostu zostawił swoją watahę, by spróbować innego trybu życia.
Jak się tu znalazłeś: Zaszła mała potyczka z parą alpha, jednak w końcu przekonał ich do swoich intencji.
Właściciel: Howrse: Lary

środa, 2 lipca 2014

Od Reeve'a, c.d. Rossen

Nie mogłem stać bezczynnie. Szybko pomyślałem, co mogło się stać.
 - Kriz, Kiba, Shila - wskazałem wilki. - Poszukajcie jej. Może potrzebuje pomocy. Naranja - teraz spojrzałem na wilczycę. - Możesz jej jakoś pomóc? - jednak ta niepewnie pokręciła głową.
Położyłem się obok mojej partnerki, kładąc pysk na jej barku i otulając ją skrzydłem. Chciałem dodać jej otuchy.
Po chwili trójka wilków wróciła.
 - Ona odeszła poza granice watahy. Towarzyszył jej jakiś wilk. - powiedział Kriz. Podziękowałem mu.
 - Ross. - powiedziałem łagodnie do mojej towarzyszki. - Może wróciła do swoich? W każdym razie nic jej nie jest, uspokój się, proszę... - przytuliłem ją.

<Rossen?>

Od Rossen c.d. Reeve

Odeszłam z Reeve na bok i zaczęłam mu tłumaczyć mój plan, gdy nagle poczułam ból w klatce piersiowej. Upadłam, skomląc. 
- Ross, co się stało? - spytał Reeve, a ja jęknęłam:
- Coś jest nie tak z Rabbiatą! Nie mogę jej wyczuć!
Zapiszczałam, wzbudzając tym uwagę pozostałych członków stada.
<Reeve?>

Od Rabbiaty - pożegnanie :(

Oddalałam się w wciąż od watahy. Kain, dlaczego teraz? Przyśpieszyłam do truchtu. Słabo będzie jak mnie złapią na granicach watahy. Byle się szybko oddalić, może wybaczą mi ten błąd, jaki zrobiłm dołączając do nich... Muszę wrócić do rodziny. Usłyszałam za plecami głośny szelest.
- Rebi, czekaj!
Odwróciłam się. Uff...
- Nagato. Co tu robisz, nie miałeś tam czekać?
- W sumie... Ale wiesz, długo nie przychodziłaś.
Przewróciłam oczami. Popatrzyłam ostatni raz na znajomy wodopój, po czym podeszłam do niewiele starszego kuzyna.
- Prowadź.

ŻEGNAJ, RABBIATA!

wtorek, 1 lipca 2014

Od Reeve'a, c.d. Rossen

Nie mogłem uwierzyć, że dalej widzę tą wilczycę. Nie mogłem uwierzyć też, że przyszła z Ross. Zapytałem więc, może niezbyt grzecznie:
 - Co ona tu robi?
Ross odpowiedziała spokojnym tonem:
 - Jest gościem.
 - A a krew, którą wcześniej było czuć? - teraz skierowałem pytanie do nieznajomej.
 - Ta niedźwiedzia? - odpowiedziała. Uh, nie pomyślałem o niedźwiedziu.
Niemniej jednak nie ufałem jej jeszcze zbytnio. Postanowiłem mieć na nią oko, przynajmniej przy młodszych członkach.

<Ross?>

Od Rossen c.d. Reeve

Stanęłam koło Reeve'ego, a potem zrobiłam to, co uznałam za słuszne. Wdarłam się do umysłu wilczycy, badając jej intencje. Ku mojemu zdziwieniu sama przesłała mi swoje wspomnienia, gdy zrozumiałam co one oznaczają ruszyłam truchtem, a wadera biegła tuż koło mnie. Długo rozmawiałyśmy w samotności, a potem, gdy uznałam, że wkrótce obudzą się szczeniaki, skierowałyśmy się do głównej jaskini. Kiedy weszliśmy powitało nas warknięcie:
- Co ona tu robi?
<Reeve, dokończysz i powiesz co o tym myślisz?>

Od Reeve'a, c.d. Rossen

Wstałem wcześnie. Wyszedłem z jaskini, nie chcąc budzić rodziny. Ruszyłem w las.
Truchtałem, czekając, aż obudzi się ktoś z watahy. Nie chciałem sam wpadać im do jaskiń.
Tak chodząc, dotarłem niedaleko granicy watahy. W pewnym momencie poczułem zapach obcego wilka. Ruszyłem w tamtą stronę, chcąc zbadać sytuację. Gdy byłem blisko, poczułem jeszcze jeden zapach - krwi. Nie wiedziałem, co to oznacza, ale byłem pewny, że to nie jest krew zwierzyny łownej. Podszedłem bliżej.
Zobaczyłem wilczycę. Nie znałem jej. Szła powoli w stronę watahy. Chciałem wyskoczyć i zagrodzić jej drogę, jednak, czyniąc krok, nadepnąłem na gałąź. Niewybaczalny błąd.
 - Kto tu jest? - zapytała nieznajoma, gotując się do ataku. Jednak ja miałem małą przewagę - element zaskoczenia. Wyskoczyłem zza krzaków i powaliłem nieznajomą, szczerząc kły. Nie wiedziałem, kto to, ani czyją krwią śmierdzi, jednak podejrzewałem, że raczej nic dobrego z tego nie wyjdzie.
Wilczyca szybko wstała. Rzuciła się na mnie, trzymając coś w pysku. Ostrza. Coś podobnego mieli ludzie.
Szybko machnąłem skrzydłami, wzbijając się w powietrze i unikając ciosu. Wtedy usłyszałem głos Rossen:
 - Reeve!
Nie wiedziałem, że ona tu będzie. Użyłem swojej magii, by kilka pnączy owinęło się wokół tylnych łap nieznajomej, po czym wylądowałem między nią a moją Ross z rozłożonymi skrzydłami i nisko pochyloną głową. Jednak moja wilczyca stanęła obok mnie, naprzeciw nieznajomej, która szybko się oswobodziła. Złożyłem skrzydła, jednak nadal byłem gotów bronić mojej wilczycy.

<Rossen, co planujesz?>

Od Rossen c.d. Reeve/Cleo

Gdy obudziłam się następnego dnia od razu wybiegłam na polowanie. Musiałam wkrótce nakarmić szczeniaki, a nie chciałam budzić pozostałych. W trakcie drogi poczułam nieznajomy zapach. Skierowałam się w tamtą stronę i usłyszałam wilczy głos, zjeżyłam sierść, nie rozpoznając go i wyskoczyłam w sam raz by zobaczyć Reeve'ego powalającego na ziemię nieznaną mi wilczycę. Basior warczał szczerząc kły i wyglądał jakby był wściekły.
<Reeve, co Cię rozwścieczyło?>

Szczenięta! Powitajmy je ciepło!

Notka dodana z opóźnieniem, ale winę zwalę na maliny xD Te owoce to udręka, a oto nasze słodkie szczenięta!
Jak już wiecie, Reeve i Rossen zostali rodzicami, a oto ich miot:
Fray


http://img2.lln.crunchyroll.com/i/spire4/43d6cf56faacbfebd7793ad88890a1f71245966831_full.jpg 

Spirit
 http://www.iv.pl/images/31390528997431976436.png
 Edan
http://pu.i.wp.pl/k,NDU4MjY5MjAsNDY4NDcxNDE=,f,szczeniak.jpg

Eira
Na świat przyszło:
- 3 chłopców
- 1 dziewczynka
WITAJCIE!

Od Reeve'a, c.d. Rossen

Nie chciałem zostać dłużej na miejscu zbrodni. Gdy Ross odeszła do jaskini z dziećmi, ulotniłem się. Ruszyłem lasem, oddalając się od wilków, jednak nie opuszczając terytorium. Dzień, który miał być świętem, przez Łowców zmienił się w... Koszmar. To było odpowiednie słowo.
Gdy księżyc znalazł się już wysoko na niebie, usłyszałem wycie. Wycie Ross. Siedziałem, słuchając jej głosu i historii, którą opowiadała drzewom, lasowi i srebrzystej kuli.
Wkrótce do niej dołączyłem. Wylewałem w tym swoje żale i dzieliłem się szczęściem.
Po chwili wyliśmy całą watahą. Byliśmy jednością, niezniszczalną siłą, która będzie trwała i trwała.
Gdy skończyliśmy, już prawie świtało. Byłem zmęczony, jednak nie na tyle, że nie wytrzymałym kolejnego dnia. Postanowiłem jednak się przespać. Poszedłem do jaskini. Ross spała z młodymi, więc ja położyłem się obok Lily i zasnąłem, otulając ją skrzydłem.

<Ross?>

Od Rossen, c.d. Kriz

Słuchałam, patrząc na Kriza w szoku. Zamknęłam i otworzyłam oczy, a potem, zwalczając chęć pobiegnięcia daleko przed siebie. Wciągnęłam głęboko powietrze a potem powiedziałam twardym tonem:
- Łowcy zapłacą za to, co zrobili! Nikt nie będzie atakował naszego stada, nie oczekując odpowiedzi! Czas kiedy byliśmy bezbronni właśnie minął - na zawsze - wypowiedziawszy te słowa, odwróciłam się kierując w stronę głównej jaskini, koło mnie radośnie biegały szczeniaki, Fray, Spirit, Edan i Eira znowu zaczęli dokazywać. Uśmiechnęłam się pod nosem, odpychając zły nastrój. Nie mogłam sobie pozwolić na to, co działo się ze mną, gdy zginęła Lussy. Mimo wszystko czułam furię, a plan, który formował się w mojej głowie z pewnością nie należał do najlżejszych. 
Kiedy dotarliśmy do jaskini położyłam maluchy spać i czekałam. Gdy zostało parę minut do północy wyszłam niezauważona, a potem rozpoczęłam swą pieśń. Śpiewałam o bólu i cierpieniu. O stracie i rozłące, o szczęściu i nieszczęściu, nienawiści i miłości. Przekazywałam w niej to, co czułam, furię, smutek, szok, niedowierzanie, a także cząstkę siebie. W moim wyciu słychać było pieśń o wodzie, Żywiołach, bitwach, śmierci, ale także o życiu i wszystkim, co jest z nim związane. Czułam, jak pieśń mnie wypełnia, a moja magia zaczyna działać. Uśmiechnęłam się, słysząc głosy, które do mnie dołączyły, razem jesteśmy siłą.
<Reeve?>

Od Cleo

~~Jako dzieciak zostałam wyrzucona ze swojej watahy... Jak? O tak~~

- Hej, Tarou! Złap mnie!
Krzyknęła rozbawiona Yera uciekając
- A masz!
Rzucił się na waderkę zwalając ją z łap
- Dzieci, spokój!
Powiedziała jak zawsze opanowana Gaya - nasza opiekunka
- Ale my tylko się bawimy
- No dobrze, to bawcie się. Tylko grzecznie
- W porządku
Znowu szczeniaki zaczęły na siebie skakać śmiejąc się donośnie
- A gdzie jest Cleo?
- A... Znowu poszła w górę rzeki
Powiedział obojętnie Tarou
- Jak to znowu?! Ile razy mamy jej powtarzać, żeby tam nie chodziła?! To zbyt niebezpieczne!
- No tak, ostrzegaliśmy ją, ale jak zawsze nie słuchała. Trzymała się uparcie swojej propozycji

Wszyscy członkowie watahy poszli w górę rzeki, w poszukiwaniu mnie, chociaż wiedzieli, że to nawet dla nich jest niebezpieczne. Wszystkie maluchy, wraz ze śpiącą Gayą ze starości, zostały i razem się bawiły. Wtedy ja wyskoczyłam zza drzewa śmiejąc się:
- Naprawdę wy wszyscy daliście się nabrać, że ja tam poszłam?! HA HA HA!!!
- Cleo! Jak to?! Oni wszyscy tam poszli!
Powiedziała przerażona Yera
- No tak to. Świetny żart, prawda?!
- Oni już są daleko! Może im coś się stać!
- Poradzą sobie, bo są dorośli
Wtedy waderka popędziła ze łzami w oczach do naszej opiekunki, obudziła ją i wszystko wytłumaczyła. Wtedy wściekła i przestraszona za razem Gaya przyszła do mnie i powiedziała:
- Cleo! Jak ci nie wstyd!! Ja nie mogę iść i im tego wyjaśnić, ponieważ nie mogę was zostawić samych! Musimy zostać i poczekać aż wrócą
Nic, a nic nie miałam poczucia winy. Nie wiedziałam nawet do końca co narobiłam. Byłam przecież wtedy głupiutkim szczeniakiem...

Gdy wrócili samiec alfa powiedział do Gayi:
- Niestety CLeo nie znaleźliśmy... Musimy ją uznać za martwą, ponieważ nie możemy iść tam nie narażając większej ilości watahy. Zginęła ponad połowa populacji watahy
Gaya wtedy się rozpłakała i powiedziała:
- Tak mi przykro... Cleo jest i była przez cały czas u nas. Nigdzie nie poszła... Ona tylko zrobiła żart. Tylko proszę, nie rób jej krzywdy... To tylko nic nie rozumiejące dziecko!
Ja bez odrobiny skruchy po prostu stałam i bezczelnie się gapiłam. Wtedy to do mnie dotarło, że to moja wina, że oni nie żyją, lecz było już za późno. Ja byłam już w tej watasze wyrzutkiem, ponieważ zostałam przygarnięta jako noworodek, który został porzucony przez rodziców
- Idź i nigdy więcej nie wracaj!
Powiedział srogo Alfa

~~I w ten sposób trafiłam na bruk i pałętałam się po świecie szukając przygód~~

Byłam już w dżungli, dzielnie walczyłam z wężami i lwem, niczym Indiana Jones, toczyłam walkę również ze smokami i innymi przerażającymi potworami. Najlepsze z tego wszystkiego jest to, że to nie jest kłamstwo. Wyjątkowo to prawda, dlatego jestem tak dumna z siebie

Pewnego dnia, gdy przedzierałam się przez gęstwiny jakiegoś zaczarowanego lasu, usłyszałam jakiś naprawdę głośny ryk. Spojrzałam pod swoje łapy
- Niech to jeleń
Mruknęłam. Stałam na jednym z wielkich odcisków łap niedźwiedzia. Gałęzie dookoła też były lekko połamane, więc od razu wiedziałam, że jest w pobliżu. Wzięłam jedną z moich ostrzy, które zawsze trzymałam przy pasie i przygotowałam się do ataku. Krzaki były tak gęste, że nie było widać czegokolwiek, co było niższe niż metr, dlatego też schyliłam się i patrzyłam lekko w górę, obserwując, czy duże brązowe zwierzę już nadchodzi. Gdy poczułam szybko zbliżające się ciężkie kroki i odchylającą się gałąź krzewu przede mną ukazując mi w pełnej okazałości naprawdę wygłodniałego niedźwiedzia, który ryknął na mój widok. Wtedy wykorzystałam chwilę i skoczyłam z bronią w pysku. Z początku strasznie się szarpał próbując mnie zrzucić z głowy, ale wbiłam ostrze z niewielkim trudem prosto w czaszkę zwierzęcia. Wtedy niedźwiedź przestał się poruszać, a ja zeskoczyłam z niego. Upadł na ziemię z łomotem, a ja wyjęłam broń z jego czoła i przeskoczyłam jego ciało, by powędrować dalej.
Szłam tak zaledwie kilka minut, gdy poczułam ostry zapach naznaczonego terenu przez jakiegoś psowatego. Nie, tych psowatych było więcej... To oznaczało tylko jedno - wataha. Sama nie wiedziałam, czy chciałabym dołączyć, czy nie. Nie chciałabym opuszczać moich niesamowitych i za razem samotnych przygód, ale z drugiej strony warto zawrzeć nowe znajomości... Myśląc tak, nagle usłyszałam dźwięk łamanej gałęzi. To z całą pewnością nie byłam ja
- Kto tu jest?
Dzielnie zapytałam, gotowa do ponownego ataku

<Kto dokończy?>

Nowa wilczyca! Witaj, Cleo!

Imię: Cleo
Płeć: Wadera
Wiek: 4 lata
Pozycja: Omega
Zawód: Wojowniczka
Moc Żywiołu: Księżyc
Partner: Tylko pomarzyć...
Zdjęcie:http://fc00.deviantart.net/fs70/f/2011/069/3/3/aeba__adulte__by_susu_smile-d3bbs9d.png
Historia: Jest strasznie długa. Poczytajcie lepiej opowiadanie moje "Od Cleo - Jak dołączyłam"
Jak się tutaj znalazłeś: Znalazłam wilka stąd i tu dołączyłam
Właściciel: Howrse: aneczka16

Od Kriz'a c.d. Reeve'a

Właśnie rozmawiałem z innymi członkami watahy gdy na polanie pojawiła się Ross. Reeve od razu do niej podszedł i zauważyłem, że coś mu nie idzie rozmowa. Podszedłem do nich.
- Kriz, błagam. Powiedz Rossen co się stało. - powiedział prosząco Reeve odchodząc na bok.
- Okej. Ross... To ma związek z Łowcami. Oni wściekli się, że uciekłaś i.... I znaleźli naszą watahę. Bez żadnych skrupułów powiesili jednego z nas. - spuściłem wzrok. - Waderę....

< Ross? >