- Dobrze, możemy za nimi biec.
- Ok, tylko bez ociągania.
Ruszyliśmy. Biegliśmy za ich zapachem, który z resztą i tak strasznie się wyróżniał. W pewnym momencie trop się urwał. Reeve trochę zbytnio panikował, a ja starałem się zachować zimną krew. Pomyślałem chwilę i rozejrzałem się dookoła. Jedynym podejrzanym miejscem była mała góra tuż obok jeziora. Podszedłem bliżej i zacząłem ją dotykać w poszukiwaniu jakiegoś tajemnego przycisku. Po chwili znalazłem takowy i drzwi skalne się otworzyły. Wraz z Reeve'em ostrożnie wszedłem do środka. Ewidentnie tu byli, gdyż strasznie w środku cuchnęło. Użyłem zaklęcia i wokół moich łap zaczęło się świecić światło. Oświetliło kamienny korytarz. Powoli posuwaliśmy się na przód, aż w końcu usłyszeliśmy głosy Łowców. Lekko wychyliliśmy się i ujrzeliśmy na ścianach powieszone wilcze skóry, łby itp. Trochę się przestraszyłem.
- Reeve, co teraz? - zapytałem w nadziei, że mój towarzysz zna odpowiedź
< Reeve? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz