- Reeve! - wymówiła moje imię z mieszaniną ulgi i... niepewności?
- Rossen. - posłałem jej uśmiech. - Nie przeszkodziłem ci?
- Nie.
Wszedłem do środka. Otarłem łeb o jej szyję. Zauważyłem przy tym, że wygląda na smutną.
- Co się stało? - zapytałem z troską. Ona jednak odwróciła głowę. Pomyślałem przez chwilę. - Czy chodzi o to, co mi powiedziałaś wczoraj? - kiwnęła głową. - Oh, Ross. - przytuliłem ją. - To nie jest nic złego. Przecież uratowałaś nas. Nie wiem, jak dalibyśmy sobie radę z tyloma psami i do tego ludźmi. - przez chwilę panowała cisza. - Proszę, nie zadręczaj się tym.
<Rossen?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz