sobota, 14 czerwca 2014

Od Reeve'a, c.d. Naranja

Po wyjściu od Naranji skierowałem się w stronę jaskiń. Dotarłem do naszej. Nie usłyszałem żadnych głosów. Zerknąłem do środka. Lily nie było, a Ross leżała tyłem do wejścia. Uśmiechnąłem się lekko. Skupiłem się, a przed wilczycą wyrosła czerwona róża. Spojrzała na nią zdziwiona, a później odwróciła głowę w moją stronę.
 - Reeve! - wymówiła moje imię z mieszaniną ulgi i... niepewności?
 - Rossen. - posłałem jej uśmiech. - Nie przeszkodziłem ci?
 - Nie.
Wszedłem do środka. Otarłem łeb o jej szyję. Zauważyłem przy tym, że wygląda na smutną.
 - Co się stało? - zapytałem z troską. Ona jednak odwróciła głowę. Pomyślałem przez chwilę. - Czy chodzi o to, co mi powiedziałaś wczoraj? - kiwnęła głową. - Oh, Ross. - przytuliłem ją. - To nie jest nic złego. Przecież uratowałaś nas. Nie wiem, jak dalibyśmy sobie radę z tyloma psami i do tego ludźmi. - przez chwilę panowała cisza. - Proszę, nie zadręczaj się tym.

<Rossen?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz