Po kilku dniach bezowocnych poszukiwań nic nie zapowiadało, że będzie inaczej. Jednak byłem zdeterminowany. Dopiero niedawno ją odzyskałem, nie chciałem jej znowu stracić.
Poruszaliśmy się grupą. Ja biegłem na przodzie. Za mną Kriz i Kiba oraz Naranja z Rabbiatą i Lily, które uparły się, że też będą szukać. Nie miałem im tego za złe. Reszta została przy jaskiniach, na wypadek, gdyby Ross wróciła.
Biegliśmy niespiesznie, głównie ze względu na dziewczynki. W pewnym momencie usłyszałem jakiś szelest, gdzieś z boku. Odwróciłem głowę w tamtym kierunku, by zarówno słuchem, jak i wzrokiem zbadać okolicę, gdy dostałem kulą wodną. Siła odrzutu była tak wielka, że przeleciałem kilka metrów i wylądowałem na twardej ziemi. Reszta stanęła, rozglądając się za źródłem.
- Hej! - krzyknąłem, bardziej do siebie, wstając i otrzepując się z wody jak pies. Znów usłyszałem szelest. Tym razem ruszyłem w jego stronę z nisko pochyloną głową i wysoko postawionymi uszami. Uświadomiłem sobie wtedy, że Ross dogadywała się z wodą. Może to ona...
Uchyliłem się przed kolejną kulą. Dostał nią tym razem któryś z pozostałych basiorów. Słychać było tylko 'Ouch...' i śmiech Lily. Również uśmiechnąłem się pod nosem.
Wcisnąłem się w szczelinę, a w środku stanąłem jak wryty. Zobaczyłem moją piękną, czarną wilczycę, zjeżoną do ataku, a za nią cztery pary małych oczu.
- Ross... - szepnąłem, jednak w odpowiedzi usłyszałem tylko warknięcie. Potem kolejna kula pomknęła w moim kierunku. Nie zdążyłem się przed nią obronić. Uderzyła we mnie, a ja, niesiony jej siłą, wpadłem z impetem na ścianę.
<Rossen, co się stało później?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz