sobota, 14 czerwca 2014

Od Rossen c.d. Kriz'a/Reeve

Spojrzałam uważnie na Kriz'a. Czyżby on...? Nie, to niemożliwe... Zaczęłam się zastanawiać, co właściwie może zrobić, a po chwili namysłu rzekłam:
- Słuchaj, Kriz... Naranje jest z pewnością bardzo trudno i wcale się nie dziwię. Zazwyczaj staram się nie oceniać po pozorach, ale sama w pierwszej w pierwszej chwili uznałam ją za lisa, co wcale nie jest złe. Podróżowałam kiedyś z pewna starą lisicą, która była jedną z najmilszych osób jakie poznałam. Staram się zrozumieć, ale nie potrafię, dlaczego w winnych watahach ją odrzucali. Ona jest taka jak my! - powiedziałam oburzona. - A to jak ją traktowali było naprawdę okropne - westchnęłam. - Nie dziwię jej się, że boi się odrzucenia, dlatego uważam, że wszyscy powinniśmy pracować nad tym, by jej pomóc. Jeśli chcesz coś z tym zrobić, to powinieneś z nią szczerze porozmawiać. Jeśli nie będzie chciała - nie naciskaj, postaraj się zaprzyjaźnić z nią, bądź przy niej, pocieszając ją w trudnych sytuacjach. Poznaj ją i pokaż, że jesteś godny zaufania. Bądź sobą, Kriz, i, proszę, nie skrzywdź jej.
Basior spojrzał na mnie z zamyśloną miną.
- Dziękuję - odpowiedział po dłuższej chwili milczenia.
Uśmiechnęłam się do niego, po czym zapytałam:
- Kriz, mógłbyś zaprowadzić Lily do Shili albo Naranji? Idę na polowanie, a nie chcę by Mała pozostawała bez opieki.
- Oczywiście - odparł, a ja przywołałam białą wilczycę.
- Lily, kochana, pójdziesz teraz z Krizem, bądź grzeczna, dobrze?
Maleńka skinęła głową, a ja wyszłam.
<Kriz, dokończysz?>
* * *
Po wyjściu z jaskini spotkałam Kibę, który od razu się ze mną przywitał. Postanowiłam z nim porozmawiać:
- Co tam u ciebie, Kiba? - spytałam, uśmiechając się do niego przyjaźnie.
Basior odpowiedział mi uśmiechem i odparł:
- Rozmawiałem z Reeve, a teraz właśnie miałem iść na polowanie.
- Świetnie się składa, bo ja też się wybierałam, idziemy razem? - powiedziałam.
- Jasne! 
W momencie, w którym mieliśmy wyruszać przyleciał Reeve, mój Reeve. Podbiegłam do niego i już chciałam się przytulić, gdy zobaczyłam jego minę. Wydawał się być równocześnie przerażony, jak i wściekły.
- Reeve, co się stało?! - spytałam przestraszona.
- Ross, ludzie weszli na nasze terytorium! Zmierzają w naszą stronę! - krzyknął, a ja rozszerzyłam oczy ze zdumienia. 
Nie musiałam patrzeć, by zobaczyć, że Kiba, stojący za mną się spina. Nie było czasu na gadanie, musieliśmy zacząć działać. Zadałam pierwsze pytanie:
- Ilu ich jest? 
- Pięciu i kilka psów - odparł natychmiast.
Skinęłam głową i powiedziałam:
- Powinniśmy dać sobie radę we trójkę.
Oba basiory spojrzały na mnie ze zdumieniem:
- Ale...?! - zaczął Kiba, jednak przerwałam mu.
- Każde z nas ma jakąś moc. Ja władam wodą,  ty ziemią, a Reeve naturą. Z psami nie powinno być problemów, zajmę się nimi sama - nie siliłam się o dalsze wyjaśnienia. Wolałam pozostawić w tajemnicy fakt, że potrafię panować nad zwierzętami, które są z nami spokrewnione. Ujawnię go jedynie Reeve. - Ludzi powinniśmy nastraszyć naszymi mocami. Nie mamy czasu na zastanawianie się, musimy działać! - zawołałam, a oni przytaknęli.
- Reeve, prowadź.
Samiec Alfa od razu ruszył, a ja dreptałam przy nim. Kiba szedł za nami. Gdy ujrzałam ludzi krew zaczęłam we mnie buzować. Pokręciłam głową, a potem szepęłam:
- Do dzieła.
<Reeve, dokończysz?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz