sobota, 14 czerwca 2014

Od Rossen c.d. Reeve/Rabbiaty

- Reeve, ja... Ja dłużej nie chcę. Mam dość... - szepnęła, przytulając się do niego. Spojrzał na mnie zszokowany, a ja dodałam: - Mam dość tych wszystkich tajemnic, ja... nie mówiłam ci, ani nikomu całej prawdy o mnie... o tym co się stało zanim założyłam tą watahę... Wiem, że nie powinnam mieć przed wami, a zwłaszcza przed tobą, tajemnic, ale... boję się.
Trącił mnie pyskiem i zapytał:
- Ross, czego się boisz?
Spojrzałam mu w oczy i odparłam:
- Odrzucenia.
Milczał, a ja czułam, że zaczynam się stresować, co mam zrobić? Czy mnie znienawidzi? Powiedzieć mu? A może lepiej nie?
- Rossen, posłuchaj mnie - zaczął. - Nie wiem, co stało się zanim założyłaś watahę, ale widzę, że jest ci z tym ciężko. Nie wiem dlaczego to ukrywasz, ale jeśli nie chcesz, możesz tego nie mówić. Zależy mi na tobie, dlatego nie będę naciskać. Pamiętaj, że cię kocham i zawsze możesz na mnie liczy - powiedział, przytulając się do mnie.
Odetchnęłam z ulgą. Tak bardzo się bałam! W momencie, w którym miałam zamiar coś powiedzieć do jaskini wpadła Lily, wołając:
- Cześć wam!
Wymieniliśmy spojrzenia z Reeve i roześmialiśmy się. Podeszłam do małej, trącając ją pyskiem, a ona otarła się o mnie.
- Gdzie byłaś? - spytał samiec Alfa.
Uśmiechnęłam się na te słowa.
- Nad jeziorem, bawiłam się z Naranją - odpowiedziała.
- I jak było? - zadałam pytanie zaciekawiona.
Lily bawiła się z Naranją? Czyżby się polubiły? Ich przyjaźń mogłaby pozytywnie wpłynąć na zachowanie starszej wadery. Mała potrafi przełamać każde lody, więc gdyby udało jej się dotrzeć do pomarańczowej, z pewnością przestałaby się tak bać!
- Świetnie! Na początku była trochę niepewna, ale potem zaczęłyśmy bawić się w ganianego i w chowanego! Było świetnie - zawołała entuzjastycznie Młoda.
Reeve zaśmiał się, w momencie, w którym się spięłam. Ktoś się tutaj zbliżał i z pewnością nie był to członek naszej watahy.
- Lily, chodź tutaj - powiedziałam, a w moim głosie pojawiła się nutka stanowczości.
Mała spojrzała na mnie zdziwiona, a basior zapytał:
- Ross, co się dzieje?
- Ktoś się tutaj zbliża - odparłam.
Zmarszczył brwi, odpowiadając:
- To musi być ktoś z watahy, nie ma co panikować - stwierdził, a ja pokręciłam głową.
- To nikt z naszych - rzekłam pewna siebie.
Moje słowa sprawiły, że Reeve, w momencie, w którym rozbrzmiały kroki, skierował się w stronę wyjścia, żeby to sprawić. Sekundę później wpadła na niego czerwono-biała wadera. Wilczyca cofnęła się, widząc co zrobiła. Zobaczyłam w jej oczach strach.
- Co tutaj robisz? - spytałam groźnie.
Nie wiedziałam kim jest, ani co tutaj robi. Co innego mogłam powiedzieć? A co jeśli jest wrogo nastawiona.
- Ja... ja... - zaczęła się jąkać.
Już miałam coś warknąć, gdy odezwał się Reeve:
-...
<Reeve?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz