Patrzyłam wystraszona na wilki. Szczególniej na waderę. Agh, w co ja się wpakowałam! A do tego jestem wycieńczona.
- No więc... Ja... Emm... - chciałam się cofnąć, ale łapy odmówiły mi posłuszeństwa - No... Ja może pójdę...
- Zaczekaj - basior chciał do mnie podejść, ale chwilowo przystanął.
Łapy zaczęły mi się smalić, czasem pojawiały się małe płomyczki - Spokojnie. Mi ci naprawdę nic nie zrobimy. Masz rodziców?
- No... praktycznie to mam... tylko nie wiem gdzie.
Mała, biała waderka wychyliła się spod - jak myślę - maminych łap.
Płomyszki mi opadły, a ja sama opuściłam łeb patrząc na basiora przede
mną.
<Reeve, mógłbyś?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz