Następnego dnia rano wyszedłem wcześniej, by udać się na krótkie polowanie, a potem pospacerować.
Raz po raz rozwijałem skrzydła i podlatywałem kawałek. Dwa tygodnie bez używania ich dały mi się we znaki, więc nadal cieszyłem się, że są w pełni sprawne.
Przechodziłem akurat koło przepięknej groty, w której Rossen i ja związaliśmy się. Zawsze przywoływała miłe wspomnienia.
Jednak tym razem usłyszałem cichy, zdławiony szloch. Zaniepokojony, podszedłem do wejścia.
Na środku jaskini leżała moja Ross. To ona była źródłem tych odgłosów. Zasmuciłem się, widząc to.
- Ross? - zapytałem cicho, robiąc niepewny krok w jej stronę. Odwróciła się gwałtownie. W jej oczach szkliły się łzy.
- Co się stało? - zapytałem łagodnie. Ona jednak odwróciła wzrok.
Podszedłem i położyłem się przy niej, przytulając ją.
<Rossen, dokończysz?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz