Spojrzałam na niego z miłością w oczach. Tak, teraz byłam już pewna. Reeve był tym jedynym. Kochałam go.
- Reeve, nigdy nie wypędziłabym cię z watahy... poza tym ja... kocham cię - szepnęłam, wtulając się w niego nieśmiało.
Odpowiedział tym samym i trącił mnie w nos. Siedzieliśmy tak przez jakiś czas patrząc na księżyc widoczny zza bluszczu. Terila, samica feniksa, rozpoczęła swą niesamowitą pieśń, która wydała mi się idealnie dopasowana do sytuacji, w której się znajdowaliśmy. Zapadliśmy w coś w rodzaju transu, wsłuchani w muzykę, przytulaliśmy się do siebie. Ocknęłam się dopiero, gdy ujrzałam Lily, która smacznie spała na mchu.
- Reeve, czas wracać do jaskiń.... - szepnęłam, wskazując na małą. - Wprowadziłbyś się do mojej groty? - spytałam.
- Oczywiście - odparł i wstał, podchodząc do maleńkiej. Delikatnie, tak by jej nie zbudzić, złapał ją za kark i uniósł. Wskazał na wyjście i ruszyliśmy. Mógł lecieć, a jednak tego nie zrobił. Szedł przy mnie, co jakiś czas ocierając się o mnie. Kiedy dotarliśmy do jaskiń weszłam pierwsza, a on podążył tuż za mną. Położyłam się na piasku, tuż obok mchu, na którym Reeve ułożył Lily. Podszedł do mnie i położył się tuż przy mnie. Położyłam mu głowę na piersi i usnęłam.
* * *
Następnego dnia bawiłam się z małą, gdy podszedł do mnie Kriz. Reeve'ego nie było. Wyszedł po coś do Kiby i Shili. Szczerze? Ich obecność już mi nie przeszkadzała, ba - cieszyłam się z niej. Basior zaczął rozmowę, a ja zdziwiłam się, gdy powiedział:
- To trochę skomplikowane... Em, hm..... Ładną mamy dziś pogodę prawda?
Spojrzałam na niego bacznie i spytałam:
- Kriz, o co chodzi? Czy coś się stało? - Przypomniałam sobie coś i dodałam: - Chodzi ci o Naranje?
Rzucił mi zaskoczone spojrzenie i odparł:
-...
<Kriz, dokończysz?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz