sobota, 14 czerwca 2014

Od Reeve'a, c.d. Kiby

Moja rozmowa z Kibą poprawiła jego samopoczucie. Było to widać.
Sam byłem mu wdzięczny za te zwierzenia. Musiałem zapamiętać, że w razie jakiegokolwiek ataku lepiej, by Shila pozostała.
To mi przypomniało sytuację z ludźmi i Lussy. Jak na razie nie wracali. Jednak im dłużej ich nie było, tym bardziej byłem pewny, że niedługo się zjawią.
Ale na razie odsunąłem tą sprawę na bok.
Odprowadziłem Kibę do jaskini. Pożegnałem się z nim przed wejściem.
 - Pamiętaj, że w razie jakiegokolwiek problemu zawsze możesz zwrócić się do mnie. - uśmiechnąłem się i odszedłem.
Szłem w stronę jaskini Rossen, a teraz już i mojej, jednak usłyszałem, że z kimś rozmawia. Postanowiłem im nie przeszkadzać. Odleciałem.
Podczas lotu relaksowałem się, jednak w pewnym momencie usłyszałem szczekanie psów i szczęk broni. Wylądowałem, by obejrzeć, co to było, jednak miałem najgorsze przeczucia. Sprawdziły się.
Ludzie.
Było ich pięciu. Każdy posiadał długą strzelbę. Towarzyszyła im banda nieokrzesanych psów.
Odwróciłem się i biegłem przez chwilę. Potem, gdy miałem pewność, że mnie nie zauważą, rozwinąłem skrzydła i uniosłem się w powietrze, by jak najszybciej dotrzeć do watahy i poinformować jej członków o zagrożeniu.

<Ross?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz