środa, 25 czerwca 2014

Od Reeve'a, c.d. Kriz

 - Idziemy dalej. - prychnąłem. Zapach kręcił mnie w nosie i z każdą chwilą stawał się coraz bardziej nieznośny. Dodatkowo ozdoby, które wisiały na ścianach odpychały od tego miejsca. - Nie mogę pozwolić, by coś stało się Ross i Lily, a bez ciebie nie dam sobie rady. - posłałem mu błagalne spojrzenie. Ruszyliśmy dalej, z niepokojem nasłuchując.
Przy końcu korytarza usłyszeliśmy głosy. Kilku Łowców szło w naszym kierunku, a my nie mieliśmy się gdzie schronić. Stanęliśmy więc przy ścianie. Przygotowałem się do ataku, jednak grupka minęła nas, jakby nas nie zauważyła. Posłałem wilkowi zdziwione spojrzenie, na co on przewrócił oczami i polecił ruchem głowy, byśmy szli dalej.
Weszliśmy do wielkiej sali. Było ciemno. Znajdowały się tu tysiące klatek z najróżniejszymi stworzeniami lasu. Niektórzy panikowali, próbowali się uwolnić... Ale większość leżała bez ruchu. Martwi czy zrezygnowani? Nie miałem pojęcia.
Szczeknąłem cicho, potem nieco głośniej. Jeśli jest tu Ross, to może mnie usłyszy.
Ruszyłem z Kriz'em w busz klatek, raz po raz wołając moje wilczyce.

<Rossen?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz