- Musimy się śpieszyć, Kriz. Mogli jej coś zrobić.
- Dobrze. Proponuję zabranie ze sobą Nari. Może być potrzebna.
- Ok. Chodźmy po nią, szybko.
W tym momencie podeszła do nas Lily.
- Tato, gdzie jest mama?
Reeve spuścił wzrok, a waderka przeniosła swój wzrok na mnie.
- Kriz, czemu tata jest smutny? Gdzie jest mama?
- Lily... Jakby ci to wytłumaczyć... Em... - nie byłem dobrym mówcą, więc ciągle się plątałem - Tata jest smutny, bo coś się stało mamie i teraz idziemy jej pomóc...
- To ja w takim razie idę z wami. - powiedziała stanowczo
- Nie. - "obudził się" Reeve - Nie pozwalam ci na to. Jesteś za młoda na takie wyprawy.
- Oj, tato. Proooszę...
- Nie. Nie pójdziesz.
- Czemu?
- Bo się o ciebie martwię. Nie chciałbym, aby i tobie coś się stało. - pogłaskał ją po czym zwrócił się do mnie - Kriz, może lepiej niech Naranja popilnuje Lily i Rabbiaty. Tylko my pójdziemy.
- Dobrze.
Wraz z Lily wyruszyliśmy do Nari i poleciliśmy jej, aby popilnowała szczeniaków. Z uśmiechem powiedziała, że się zgadza i powędrowała z Lily do jaskini alf po Rabb.
< Lily? >
Ja kierowałem się za Reeve'em, który najwyraźniej znał drogę do Łowców. Prawie biegliśmy do ich kryjówki. Przed wejściem musieliśmy się upewnić, że nikogo nie ma w środku. Na szczęście było pusto, ale na jak długo? Niepewni weszliśmydo środka. Pomieszczenie było wypełnione klatkami, sidłami itp. Gdy ujrzeliśmy Ross na chwilę się ucieszyliśmy. Potem usłyszeliśmy ludzkie kroki. Przyszykowaliśmy się na zaciekłą walkę...
< Reeve? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz