czwartek, 26 czerwca 2014

Od Rossen c.d. Kriz

Odetchnęłam z ulgą, słysząc słowa Pomarańczy, jak zaczęłam nazywać wilczycę, że ciąży nic nie będzie. Co prawda było blisko przedwczesnego porodu, co spowodował stres, ale udało się tego uniknąć. Jak przez mgłę słyszałam narzekanie wadery, że jesteśmy strasznie nieodpowiedzialni. Zasnęłam.
* * *
Obudziłam się w nocy, a jakaś dziwna siła kazała mi opuścić natychmiast watahę. Oddalić się od pozostałych wilków tak, by nikt mi nie przeszkadzał. Posłuchałam jej, bo bałam się, że może stać się coś złego. Poza tym potrzebowałam samotności. Odbiegłam dosyć daleko do jednego z moich ulubionych "tajnych miejsc". Zaczęłam szykować legowisko, gdy skończyłam ułożyłam się w ziemnej  wyścielanej mchem, trawą i moim futrem, a potem moje ciało przez moje ciało przebiegła fala bólu. Zacisnęłam szczęki by nie zawyć. Zaczęło się - rodziłam.
* * *
Od porodu minęło kilka dni, a moje słodkie szczenięta zaczynały robić się coraz silniejsze. Dalej nie wróciłam do reszty. Coś mi tego zabraniało. Spojrzałam na Fraya, Spirita i Edana, którzy bawili się w "ganianego", co wyglądało przekomicznie. Przyciągnęłam do siebie Eirę, która natychmiast się do mnie przytuliła. Leżałam, obserwując chłopców, gdy nagle usłyszałam dźwięki wilczych łap. Co najmniej szóstka wilków zmierzała w naszą stronę. Chociaż świadomość podpowiadał mi, że to moja wataha, to jednak instynkt przeważył. Poleciłam szczeniakom by schowały się za mną i przybrałam pozycję, w której byłam gotowa zarówno do ataku jak i obrony. Wokół mnie pojawiły się wodne kule. Byłam gotowa, gdy pojawili się w zasięgu wzroku. Nie patrzyłam kim są, teraz liczyła się tylko obrona mych młodych, a oni... niech się strzegą!
<Reeve?>
__
Minął miesiąc, wilki postarzone. Kolejny miesiąc upłynie:  8 lipca.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz