Byłam
zmęczona po wydarzeniach z ostatnich dwóch dni. Tak bardzo cieszyłam się, że
Reeve i Ross są parą! Martwiłam się o basiora, który został wczoraj zraniony i
nie wrócił na noc do jaskini. A Rossen! Nie wiem dlaczego, ale wczoraj płakała.
Tak nie powinno być. Co się stało? Rano, gdy wstało słońce zapytałam się
wilczycy:
- Ross,
mogę iść nad jezioro?
Wadera
spojrzała na mnie z troską w oczach i odparła:
- A jesteś
pewna, że trafisz?
Skinęłam
głową, a ona westchnęła i powiedziała:
- No dobrze, chociaż wolałabym żeby ktoś z tobą poszedł.
- No dobrze, chociaż wolałabym żeby ktoś z tobą poszedł.
W odpowiedzi
trąciłam ją nosem w pysk i wybiegłam. Ruszyłam w stronę jeziora.
Niespodziewanie ujrzałam pomarańczową wilczycę, która spytała wystraszona:
- Kto tam jest?
Wyszłam zza
krzaków i odparłam:
- To tylko
ja, Naranjo!
Wadera
spojrzała na mnie zdziwiona i zapytała:
-…
<Naranja?>
* * *
Po rozmowie i zabawie z Naranją wróciłam do jaskini.
Po rozmowie i zabawie z Naranją wróciłam do jaskini.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz