sobota, 14 czerwca 2014

Od Reeve'a, c.d. Rossen

Gdy szliśmy do Naranji, Ross wyznała mi coś ważnego. Potrafiła manipulować umysłami. Wprawdzie w ograniczonym stopniu, ale potrafiła. Później zamilkła, jakby to było coś złego. Ale czy było naprawdę? Nie mam pojęcia.
Zostałem u Naranji, mimo, że uważałem, że skrzydło samo by się zrosło. Nie chciałem sprawiać Ross przykrości. A może chciała spędzić noc sama? Tak wiele pytań, tak mało odpowiedzi.
Wilczyca opatrzyła moje skrzydło i poleciła, bym pozostał w nocy pod jej opieką. Posłałem jej uśmiech i ułożyłem się w miejscu mojego spoczynku.
W nocy źle spałem. Ciągle nękał mnie obraz smutnej i zamkniętej w sobie Ross. W końcu, gdy obudziłem się nad ranem, postanowiłem, że z nią porozmawiam i udzielę wsparcia.
Gdy słońce już górowało nad horyzontem, Naranja zmieniła mi opatrunek.
 - Proszę, powiedz mi, do kiedy muszę nosić opatrunek? - zapytałem ją.

<Naranja, mogę prosić o dokończenie?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz