Kriz chciał wyskoczyć i zaatakować, jednak powstrzymałem go.
- Raczej nie przeżyłbyś spotkania z rozwścieczoną matką. - ostrzegłem z uśmiechem.
W końcu gromadka niedźwiedzi odeszła w swoją stronę, która na szczęście znajdowała się zupełnie gdzie indziej niż wataha. Zaciekawiło mnie, czy niedźwiedzie zawędrowały tak daleko, bo uciekały przed kłusownikami, czy za poszukiwaniem pożywienia.
- Niesamowite. - powiedziałem, siadając.
- Co, niedźwiedzie? - zapytał Kriz.
- Nie... Wychowywanie młodych. - uśmiechnąłem się do wilka. - Niby Lily i Rabbiata to moje przybrane córki, ale to nie do końca to samo, co własne... Ale cieszę się, że je mam.
Kriz spojrzał na mnie tak jakoś dziwnie.
- ...
<Kriz, dokończysz?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz