poniedziałek, 9 czerwca 2014

Od Reeve'a, c.d. Rossen

 - Ross... Tak mi przykro. - podszedłem do niej i położyłem się obok niej. Chciałem dodać jej otuchy chociaż samą moją obecnością. Objąłem ją skrzydłem.
Wilczyca nie płakała. Jednak przeżywała głębszy, a zarazem gorszy rodzaj smutku. Leżała bez ruchu. Wyglądała, jakby miała przytępione zmysły. Może myślała o Lussy, a może unikała właśnie myślenia o niej. W każdym razie prawdopodobnie niewiele z otaczającego ją świata docierało do niej.
Zaprawdę, jest to najgorszy rodzaj smutku, jakiego może doświadczyć wilk.
Kriz siedział niedaleko przez dłuższy czas, jednak później wstał i, rzucając przepraszające spojrzenie, obiegł. Nie dziwiłem mu się, jednak sam zostałem.
Udzielałem wsparcia duchowego naszej Alfie przez dosyć długi czas. Będąc przy niej, jednocześnie nasłuchiwałem, czy nie słychać niczego podejrzanego, oraz wyczuwałem w ziemi, czy niedaleko ktoś chodzi. Na szczęście, na razie nie.
W końcu, w nocy, tuż przed wschodem słońca, trąciłem lekko wilczycę nosem.
 - Rossen? - spojrzała na mnie. - Myślę, że już czas wrócić do watahy.

<Rossen?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz