Nie! To nie może być prawda! - jęknęłam w myślach, rozglądając się dookoła z paniką w oczach. To przecież niemożliwe! Ktoś sobie kpi i tyle. Pewnie zrobili to dla żartów, ale na pewno nie może to być prawdą! Przecież to jest nierealne! Pokręciłam rozpaczliwie głową i wybiegłam z jaskini. Zachwiałam się niespodziewanie, gdy mój wzrok padł na to czego tak bardzo nie chciałam widzieć.
- Nie! - jęknęłam żałośnie i zawyłam rozpaczliwie.
Dlaczego?! To nie może być prawda! - krzyknęłam w myślach i zerwałam się do biegu. Po raz pierwszy od czasu, gdy zaatakowano watahę rodziców, a ja zostałam sama, zaczęłam się naprawdę bać. Nie wiem jak długo biegłam ani czy naprawdę to robiłam. Poruszałam się jak w transie, nie wiedząc co tak właściwie robiłam. Prawdopodobnie dalej pędziłabym na złamanie karku, gdyby nie to, że wpadłam na jakiegoś wilka. Rzuciłam na niego jedno krótkie spojrzenie, mając nadzieję, że moje życzenia się spełniły. Nadzieja ta prysła bezpowrotnie, gdy ujrzałam Reeve'a.
- Rossen? Co się stało? To ty tak wyłaś? - spytał mocno zaniepokojony, patrząc na mnie z troską.
Chciałam mu odpowiedzieć, ale nie mogłam. Jęknęłam jedynie:
- Zabrali ją... Odeszła... Ja, nie mogłam nic zrobić... Nie, błagam nie - wyszeptałam i ponownie zawyłam żałośnie, mając nadzieję, że mi odpowie.
- Ross, co się stało? Kogo zabrali? - w głosie Reeve'ego słychać było niepokój.
Jęczałam bezradnie, a potem wypowiedziałam słowa, których nie chciałam wypowiadać:
- Lussy! Zabrali Lussy! Zaatakowali nas, a ja... Ja nie mogłam nic zrobić. Straciłam przytomność, a gdy... gdy się ocknęłam je-je-jej j-j-ju-już nie było - załkałam cicho.
Nigdy nie pozbędę się tych wyrzutów sumienia.
<Reeve, dokończysz?>
Niestety, Lussy zdecydowała się odejść z watahy. Żegnaj!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz