- Nie wiem. Znaczy wiem, ale... To nierealne... Ja, nie mam pojęcia jak to opowiedzieć - szepnęłam, spuszczając wzrok.
Jestem beznadziejną alfą. Jak mogłam pozwolić, by stało się coś takiego? Przecież powinnam bronić stada, a co zrobiłam? Dałam się oszołomić tak łatwo.... To moja wina...
- Może od początku - zasugerował Reeve, trącając mnie pyskiem.
Cieszę się, że jest. Gdyby nie on... Pokręciłam głową i zaczęłam mówić:
- Wracałyśmy do głównej jaskini po polowaniu, gdy usłyszałam szczekanie. Kazałam Lussy zaczekać, bo chciałam to sprawdzić, ale ona wyrwała do przodu. Zniknęła mi z oczu zanim zdążyłam się zorientować, a potem usłyszałam kroki. Odwróciłam się i dostałam w głowę. To byli ludzie, Reeve! Ci którzy mnie ogłuszyli byli ludźmi - szepnęłam żałośnie.
Fatalny humor powrócił. Znowu zaczęłam się bać o to co przyniesie dzisiejszy dzień. Co ja mam zrobić?
- Ross, uspokój się. To nie twoja wina - odpowiedział cicho. - Musimy zastanowić się co zrobić - stwierdził w momencie, w którym nad wodopojem pojawił się Kriz, biegnący w naszym kierunku.
- Co się stało?! Rossen, nic ci nie jest? Przybiegłem najszybciej jak tylko mogłem, bałem się, że coś się komuś mogło stać. Dlaczego, tak wyłaś? Czy coś ci się stało? - Basior zadawał pytania bez ładu i składu, patrząc na mnie i Reva, ze zdziwieniem, szokiem i czymś w rodzaju strachu.
Spojrzałam, błagająco na Reeve'ego, a potem spuściłam głowę, odwracając ją na bok w momencie, w którym rzekł:
-....
<Reeve, dokończysz?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz